Doświadczenia amerykańskie z czasów prohibicji (gdy obowiązywał zakaz sprzedaży napojów alkoholowych) sugerują zresztą, że tego typu działania są nieskuteczne; w „szalonych latach dwudziestych" miliony ludzi łamało prawo, pijąc alkohol, a przestępcy zrobili fortuny na nielegalnej sprzedaży. Rząd amerykański w końcu zdecydował, że lepiej jest zalegalizować i kontrolować sprzedaż napojów alkoholowych, niż sprowadzić ich produkcję do podziemia. Podobne argumenty wysuwają ludzie, którzy domagają się legalizacji tzw. miękkich (nieuzależniających) narkotyków, takich jak marihuana, ponieważ miliony ludzi paliło konopie i wykazano ponad wszelką wątpliwość, że nie powoduje to uzależnienia, ani nie jest szkodliwe dla zdrowia. Jednak rządy większości państw zachodnich odrzucają ten pogląd (choć istnieją pewne wyjątki, jak na przykład Holandia) i prowadzą zdecydowane działania, aby zapobiec handlowi nimi i ich zażywaniu. Niektórzy, szczególnie w latach 60. i wczesnych 70. opowiadali się za legalizacją narkotyków halucynogennych, takich jak meskalina i LSD, które zmieniają świadomość.